Z pamiętnika młodego medicusa

niedziela, 6 grudnia 2015

Po pierwszym, przed kolejnym.

Jeśli sądzicie, że miewam się super- błąd.
Chodzę strasznie zestresowana. 
Ludzie  pracy niby sympatycznie, ale pomocy nie ma. Jedynie jedna lekarka jakoś mi pomaga. 
Nie ogarniam. Płakać mi się chce, gdy idę do pracy. 
Jestem codziennie odpytywana- przy pacjentach i codziennie nie odpowiadam. 
Odnoszę wrażenie, że stażysta więcej wie ode mnie.
Od tego tygodnia wraca jedna lekarka, która strasznie wymądrza się i rządzi. Jak zapytałam się o coś, to zaraz atak na mnie.
Nie potrafię poukładać sobie systemu pracy, który mają jak dla mnie dziwny. Nie mogę przemyśleć pacjenta na spokojnie. Miejsca do pracy dla mnie nie ma. A teraz to już w ogóle. Nie wiem na czym napiszę wypisy. 
Kiedy pytam się kogoś o coś- nikt mi nie mówi, odpowiadają zdawkowo- "wodę w usta" nagle każdy nabiera.
Czasu na naukę, by poczytać i zapamiętać nie mam póki co. Wracam późno, głowa mi pęka, codziennie miewam straszną migrenę na oczy. Zanim odpocznę, muszę już szykować się do spania. 
Nie mam własnej szafki czy schowka,by przebrać się. Kluczę, by dorobić też z tym ciężko było. 
I jak pomyślę, że jutro znów.... to naprawdę mam świeczki w oczach. 
Niczym nie zabłysnę, wiedzą na pewno nie. 
A tu jeszcze chcą, by pisać prace naukowe (??? po to poszłam do nieklinicznego, by tego nie robić, nie jest mi w głowie praca naukowa, bo po prostu ja tego nie potrafię, nigdy nie robiłam i nie chce). 
Odnoszę wrażenie, że nie pasuje. A do tego ten wyścig szczurów, który myślałam, że uda mi się uniknąć. Słyszałam dobre opinie, ale ja póki co nie mam najlepszej. 
Może faktycznie źle wybrałam??
Może to nigdy nie była praca dla mnie, tylko chciałam coś komuś i sobie udowodnić? 

Jestem w dołku. Strasznym i depresyjnym.

Praca nie sprawia mi żadnej radości. Tylko dobija. 

16 komentarzy:

  1. W tym kraju praca mało komu sprawia radość.
    Dlatego pozostaje nam szukać przestrzeni naszej radości.
    Co lubisz robić, gdy nie myślisz o pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę przez większość. Myślę, o tym ile muszę ogarnąć albo co medycznego czytać. Z pozostałej resztki czasu: robię kawę, jem, śpię, gram w gry, oglądam serial, bo na film nie mam czasu i najczęściej to z narzeczonym. Plus trochę czasu z nim. Najgorzej jak idę spać , wówczas to nie mogę zasnąć, tylko myślę.

      Usuń
    2. A w jakie gry grasz?

      Usuń
    3. na fb jakieś, jak będę mieć nowy laptop to może wiedźmina lub assasin creed. Mam też planszówki, ale to we dwie osoby minimum.:) Ogólnie to socjalne-czasopochłaniaczowe gierki ;p

      Usuń
  2. Hmm dlaczego wiec na to poszlas? Rozumiem zmeczenie po pracy bo sama sie przyzwyczajam i u siebie widze, ze wszystko jest inne i nie jest latwo. Ale sie nie poddaje bo to lubie i nie mysle, ze nic nie umiem, czy sie nie nadaje tylko ze trzeba znalezc sposob i metody. Ale u Ciebie jak czytam to wielka tragedia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszłam, bo chciałam. Czułam, że to moja droga. Tylko na tej drodze jest tyle krętych ścieżek, tyle niebezpiecznych dróg, że kryzys za kryzysem dosięga mnie.
      Lubię pomagać , a cieszy mnie, kiedy ktoś mi "dziękuje" i uśmiecha się. Bezcenne.

      Usuń
    2. Pomagać można w różny sposób :) Ale jeśli tak to przeżywasz... To nie wiem, dla mnie to już mega kumulacja kryzysowa :P I szukałabym wyjścia z tego, może inny oddział, inna przychodnia, nie wiem.

      Usuń
  3. S., wiesz, sprawa niektórym wydaje się prosta: "czegoś nie lubisz, to na to nie idź. Coś Ci nie da ukojenia, to sobie daruj". Ale być może do pewnego stopnia rozumiem Małą Mi. No bo tak: ja nie lubię prawa, ale z drugiej strony, dlaczego miałbym zajmować się czymś innym? Mam wszystko rzucić? Coś innego będzie mniej stresującego? Lepiej już wziąć się z życiem za bary, narzekając że jest źle, niż nic nie robić. Bo jeśli faktycznie miałbym robić to, co lubię, to bym tylko jadł i spał. A mój zawód przynajmniej sprawia, że coś robię. Wprawdzie jest to często głupie, nudne, stresujące i niedające korzyści, ale inne dziedziny nie są lepsze. Taki kraj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo inaczej wydawało się przed studiami, inaczej na studiach, jeszcze inaczej na stażu. I mimo, że przygotowywałam się, że będzie ciężko i źle, jednak rzeczywistość przygniotła mnie. I mimo, że chce się, czasem warunki Polskie są inne. Staram się i walczę. Ale stres, za stresem....kumuluje się.

      Usuń
    2. Piotrze, nad interpretujesz mój komentarz i to nie jest fajne :P Chodziło mi raczej o to, że jeśli ktoś przeszedł studia i praktyki - a z tego co wiem, na medycynie jest jej trochę i teraz pracuje i to doprowadza do takich kryzysów (chyba, że ja nad interpretuje teraz notkę) to czasem trzeba odpuścić i powiedzieć sobie "to nie dla mnie". Nie mówię, że od razu. Też miewałam kryzysy ale suma sumarum lubię mój zawód i nie chodzę z płaczem do pracy. Bo nie wyobrażam sobie tak się do czegoś zmuszać, bo też nie chciałabym by ktoś mnie "obsługiwał" z przymuszeniem i wielkim lękiem i takim stresem.

      Usuń
    3. S., nie obrażaj się, ja jestem prosty chłop ze wsi.

      Usuń
    4. Nie obrażam się ;)

      Usuń
    5. Ja nie snuję konstrukcji myślowych zbyt rozbudowanych. Jestem raczej prosty.

      Usuń
  4. Może z czasem, jak się przyzwyczaisz i uspokoisz, będzie lepiej? A póki co trzymaj się jakoś.
    Miałam okres, kiedy chodziłam do pracy z wielką niechęcią i chciało mi się płakać, tylko z innych powodów. Gdy udawało mi się znaleźć jakiś sposób na siebie albo wypracować odpowiednie nastawienie, było dużo lepiej, mimo że okoliczności te same. W ostateczności - da się zmienić szpital?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko zmienić. Raczej to odpada. Jest tak- niby źle nie, ale dobrze też nie. Jest tak... dziwnie. Zero pomocy, tylko jedna przychylna duszyczka. Ciągła odpytka. System też jakiś taki dziwny. Robię błędy, to znów nie wiem, to pytam się jak ćwok czegoś banalnego, albo nie pytam się, bo mi wstyd. Są osoby bardzo nieprzychylne, zarozumiałe i ciężko z nimi pracować. Mało rozmawia się, każdy swoje. Może za jakiś czas, będzie lepiej. Oby.

      Usuń
  5. Oj wydaje mi się że musisz sie wziąć w garść i przeć do przodu a nie przepraszać wszystkich za to że w ogóle jesteś bo tak mi się wydaje że przychodzisz taka szara myszka, cichutko żeby innym nie przeszkadzać a przecież nie o to chodzi żeby po tylu latach nauki i wyrzeczeń dawać sobą pomiatać. Idź do przodu z podniesioną glowa a jak innym nie pasuje to niech sobie idą. Życzę Ci pogody ducha i wiary w siebie i w swoja wiedzę i umiejętności :)

    OdpowiedzUsuń