Święta minęły, czas wracać do rzeczywistości. I chyba to lepiej.
Pojadę z domu i święty spokój!
Wiecznie kłótnie, docinki, filozofowanie i inne bzdury.
Dość mam.
Zero dobrego słowa, radości, zadowolenia.
Na dodatek M. pochorował się i jak to w święta, zwłaszcza wielkanocne nie przyjechał.
Czasem odnoszę wrażenie, że jak ma zostawić Mamusie i rodzinę to chory jest.
Tylko, że tym razem faktycznie. Angina, był u lekarza (taki paradoks;p)
Takie te święta, bez świąt.
Bez Dziadziusia, bez M. , bez miłości, bez niczego.
Plus ze stresem.
Zaczynam w tym tygodniu pierwszy dyżur !!!!
Jestem przerażona i najbardziej tym, że nie dam rady. Spanikuje i nie będę wiedzieć co i jak. Skompromituje się, wyjdę na debila....
Gdybym mogła uciec ....
Ucieczka nic nie da. Zastanawiam się, co masz na myśli pisząc, że święta były bez miłości. Ale może to nie moja sprawa, więc odpowiadać nie musisz.
OdpowiedzUsuń